Archiwum bloga

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 lutego 2013

Ferie | Mogę Wszystko

Dawno mnie tu nie było. Głównie związane to jest z brakiem czasu i sił na napisanie czegokolwiek. Teraz w końcu mam czas aby usiąść spokojnie i pomyśleć, czym mógłbym się podzielić. Zaczynam wstęp tej notki trzeci, czy czwarty raz, bo zaczynając pisać ten post nie wiedziałem o czym dokładnie chce się podzielić. Nie chce filozofować, ani zabrzmieć zbyt płytko. Jednakże chwilę temu dostałem wiadomość na telefon o treści " Niedzieli miłej... :) " . Zalała mnie fala wspomnień. Już wiem o czym napisać.

Wiadomość napisał br. Euzebiusz, zakonnik z którym skrzyżowały się nasze drogi na wyprawie rowerowej. Była to ciężka wyprawa ale było to piękne przeżycie, bo mogłem sobie udowodnić niejedno. Trasa biegła całym szlakiem Orlich Gniazd, pięknym i zdradliwym szlakiem mającym niespełna 400km.

Początkowo planowałem wyjazd na Nordkapp z przyjacielem, najdalej wysunięty punkt na świecie na północ. To miał być wyjazd życia, niestety nie wypalił ze względów ekonomicznych ( kupiłem rower, na osprzęt mnie już nie było stać, a należy mieć kilka par ubrania rowerowego, sakwy... wszystko, bo wyprawa trwa miesiąc). Pogodziłem się z faktem, że nie pojadę już nigdzie w tym roku. Parę dni później przyjaciel mi dał znać, że jest opcja na wyjazd szlakiem Orlich Gniazd. Czemu nie? Skoro chciałem wybrać się na Nordkapp, to szlak będzie dla mnie pestką. Nic bardziej mylnego :)


 od lewej Ja i Łukasz
Pierwszą rzeczą podczas wyprawy, która rzucała się w oczy są monumentalne widoki Ojcowskiego Parku Narodowego. Coś pięknego. Byłem w wielu miejscach na ziemi ale nie jestem w stanie opisać słowami swojego zdziwienia jak ujrzałem te wszystkie monumentalne dzieła Matki Natury :)

Szlak jest ciężki. Byłem przygotowany na szosę, w porywach szuter. Trasa okazała się w 80% górską trasą po wybojach. Dałem radę, bo miałem odpowiedni rower. Mój przyjaciel się przeliczył, ponieważ wziął rower szosowy. Aż dziw, że ani razu nie przebił opony. Jakaś siła czuwała nad nim :D A opony przebijali posiadacze górskich MTB'ków.
Atlas

Na naszej drodzę stanęło kilka ciekawych miejsc, pozostałości warowni, zamków. Nie ukrywam, że dzięki mojej inicjatywie jedno z nich zostało przez nas odwiedzone ( wymagało to dołożenia 8 km ). Ja jako dziecko, które musi wszystkiego doktknąć, sprawdzić, zobaczyć wspinałem się na wszystkie skały, zamkowe wieże. Miałem ze sobą oddział podążających, jednakże zawsze byłem tym zapalnikiem to zrobienia czegoś!

Każdego dnia spotykały nas niesamowite przygody. Czasami śmieszne, czasami odwrotnie (np.  ktoś w lesie wpadł w drzewo ). Każda z nich czegoś nas nauczyła, hartowała.

Piękne widoki, przygody, to nie wszystko. Tego typu wyprawy pozwalają na poznanie samego siebie. Mimo, że jedzie się z przyjaciółmi, znajomymi to kontakt, aby luźnie z nimi porozmawiać ma się tylko podczas postoju, średnio co kilka godzin. W tym czasie, mimo, że jedziemy w peletonie to jesteśmy sami ze sobą. Wtedy właśnie zaczyna się myśleć o wszystkim. Zmęczenie fizyczne jeszcze bardziej wzmaga myśli. Jest to sprawdzian dla własnego charakteru.

Brama Twardowskiego
Pogoda nie zawsze dopisywała. Ja nie posiadałem błotników, co potęgowało mój problem. Dałem radę poprzez ubranie odpowiedniego kombinezonu.. ( ubrałem worek na śmieci, uprzednio zrobiwszy w nim dziury na nogi :> )
Żeby być szczerym, pomijając fakt, oprócz kropel deszczu uderzających w oczy, okulary, twarz, przemokniętych ubrań, śliskich pedałów, to jazda w deszczu należy do bardzo przyjemnych. Zaznaczam, że letnim deszczu :P







W tym roku znowu mam wybór : Nordkapp albo Szlak Orlich Gniazd. Jestem ciekaw czego się podejmę, bo decyzji jeszcze nie podjąłem. Wiem jednak, że czego bym nie wybrał to będzie to niezapomniane przeżycie. Każdemu serdecznie polecam sprawdzenia swoich sił :)
" doktorzy"

widok z baszty





Właśnie słucham moge wszystko i to niejako odnosi się do sprawdzenia swoich możliwości. Polecam przesłuchać słowa. Zmusza do myślenia. 
Mogę wszystko, to ma dwie strony.


 No cóż, niby krótka notka a ponad godzina zeszła. Idę zająć się swoim właściwym życiem!

czwartek, 13 grudnia 2012

Anatomia

Jak wygląda niebo? Pewnie każdy trafia do swojego, osobistego, wymarzonego... Moje byłoby chyba hurtownią artykułów papierniczych i biurowych, a na bocznej ścianie największego pokoju miałoby, być może, małe drzwiczki prowadzące do Fukiera Magdy Gessler.

Od zawsze lubiłem kupować nowe zeszyty. Czyste kartki - kratkowane, czekające tylko na jakieś słowa, jakieś rysunki, choć w tych nigdy nie byłem dobry; kartki ciekawe jakichś pamiętników, tajemnic... Tak, to zdecydowanie mój świat. Pewnie właśnie dlatego siedziałem we wtorek do trzeciej nad ranem opracowując wraz z Michałem szablon bloga. Z podekscytowania nie mogłem zasnąć, głowę miałem (i mam dalej) pełną pomysłów; ten blog - zawsze to nowa rzecz, nowe doświadczenie.

Niby moje przygody z nowymi zeszytami kończyły się przeważnie po kilku zapisanych stronach, bo potem była zawsze zmiana koncepcji, chłodna refleksja, ocena tego, co powstało... Ale tym razem ma być, no i będzie inaczej. M & M to nasza dwójka, a nie ja sam. Nie wywinę więc Michałowi świństwa, nie zniknę, nie zwinę interesu - to znaczy, że motywacja jest!

Teraz czas na to, by dalej być sobą. Tu, w ramach bloga. Tyle, że od innej strony, takiej, w której jeszcze sam siebie nigdy nie sprawdzałem: swoimi poglądami i przemyśleniami nie dzieliłem się z szerszym gronem odbiorców. (No, może nie licząc kilku pożałowania godnych artykułów na Interia360 kilka lat temu.)

Teraz czas się sprawdzić!

Dzisiaj na przykład na ćwiczeniach z anatomii miałem taką myśl, że człowiek nie jest wewnątrz piękny. Te preparaty, z których my, studenci, korzystamy, wcale nie są ładne; wręcz przeciwnie - są szare, poszarpane, poniszczone; śmierdzą formaliną w których się je przechowuje. Ale to był człowiek. Człowiek, który dokonał rzeczy wielkiej - swoje ciało pozostawił nam, żebyśmy mogli się uczyć i nieść później pomoc innym. Człowiek, który pomógł i nam w zdobywaniu wiedzy, i wszystkim chorym już, leczonym przez lekarzy, i chorym potencjalnym, którzy kiedyś do lekarzy przyjdą.

Wychodzi więc na to, że w człowieku piękne jest nie ciało, lecz dusza, psychika, jaźń, ego... Nie wiem, wstawcie tu jakiekolwiek synonimiczne, mądre pojęcie... To czyni człowieka kimś wyższym ponad inne byty.

Z drugiej jednak strony świat zmierza w tak szalonym kierunku, obserwuje się takie zezwierzęcenie i tak brutalny zanik humanitarnych odruchów, że nie wiem, co z tego wyniknie... Oczywiście, jest bardzo wiele dobrych, pojedynczych jednostek, natomiast ogólny trend nie napawa optymizmem; lansowany ideał egoizmu, zadufania w sobie, hedonizmu... To nie jest dobre, i do niczego dobrego doprowadzić nie może.

Co w fizyczności człowieka zdumiewa? Złożoność. Ale to dotyczy całej przyrody. Jestem wręcz zafascynowany tym, jak skomplikowane mechanizmy rządzą światem... Wiem tak niewiele, a i tak to, co wiem, nie pozwala mi przejść obok siebie obojętnie, napawa pokorą i chęcią do poznawania rzeczy kolejnych. Dlatego jestem tu, na uczelni medycznej - to właśnie z ciekawości świata, chęci poznawania złożoności życia. Pomaganie innym to również ważny aspekt, wręcz fundamentalny, ale skłamałbym, jeśli bym powiedział, że to nie ciekawość grała pierwsze skrzypce.

Zawsze kiedy zastanawiam się nad tym, jak powstał świat, dochodzę do tego, że my, ludzie, nie jesteśmy sami, że jest jakiś bóg - nie wiem - Bóg? Allah? Jahwe? Zeus? Jakiś byt, który temu wszystkiemu dał początek. Wzięci naukowcy powiedzą pewnie, że przecież był Wielki Wybuch, że wszystko, cały Wszechświat, że to wszystko wzięło się z małego jak groszek ziarenka. Ale co? Skąd wzięło się to ziarenko? Takich przykładów można wymienić nieskończoność... Ale ludzka głowa i tak nigdy nie ogarnie tego faktu.

A przyroda? Teraz, kiedy przyszła zima? Jest biało, mroźno, przyjemnie... Trochę zbyt krótko trwa dzień, ale to też jest prawo natury. Bo właśnie ona zawsze dobrze nastraja mnie, zawsze skłania do refleksji, zawsze koi nerwy, łagodzi ból. Tak tęsknię za swoimi Beskidami... Teraz, w zimie, wyglądają cudownie, tak zresztą jak każdej pory roku; kocham je w każdej odsłonie.

Mnie natura uczy pokory wobec świata. Bo tak naprawdę jesteśmy tu gośćmi i długo miejsca nie zagrzejemy. Trzeba więc żyć uczciwie, dobrze, nie rozpychać się; aż mi się przypomniał Tadeusza Różewicza List do ludożerców. (Tu: w wykonaniu Karoliny Cichej.)




Nie wiem, może młodzi jeszcze jesteśmy, może świat nas jeszcze zepsuje, może te buńczuczne idee kiedyś nam przejdą? Może... Oby nie!

Będąc już w zupełnie przedświątecznym nastroju i tkwiąc w zupełnym braku motywacji do nauki i bezczelnym nicnierobieniu zapraszam do cudownej piosenki, która nigdy nie znudzi mi się i nie straci swej mocy. Niech zabrzmią w waszych głośnikach zjawiskowa Nicole Kidman i przystojny jak zawsze Robbie Williams w niezapomnianym Something stupid.




Życzę miłego popołudnia, pozdrawiam, a szczególne ukłony składam w stronę Ani, której nieśmiało dedykuję powyższą piosenkę...